sobota, 9 marca 2013

Story 1

Rano obudziły mnie wrzaski z dołu. Pewnie to Tom i matka się kłócili ... ale to dziwne że mama jest w domu. Zlazłam z łóżka i podeszłam do szafy. W między czasie zerknęłam na godz. Była 9:46. Za godzinę miałam trening kosza. Dziwne że matka w domu nie w pracy.... Ubrałam się, uczesałam i  lekko umalowałam. Zeszłam na dół aby przygotować sobie śniadanie. 
- Od samego rana kłótnie ?! Opanujcie się ludzie - krzyknęłam podchodząc do lodówki.
- Sara dobrze że już wstałas - powiedziała moja rodzicielka
- A ty nie w pracy ? - zapytałam ze zdziwieniem
- Nie. Mam dzisiaj jakimś cudem wolne. Posłuchaj a że jestem dzisiaj w domu, chłopaki do nas przychodzą. - powiedziała z uśmiechem
- Ooo jak mi przykro ale te twoje pupilki muszą sie obejść bez oglądania mnie. Mam dzisiaj trening. - powiedziałam z sarkazmem 
- A ty znów o tym koszu. Przestań. To sport a sport nie ma przyszłości. - odpowiedziała
- Mamo wałkujemy to już -enty raz. Zrozum kocham koszykówkę a nawet za 1 000 000 milion dolarów nie zrezygnowała bym z niej. - powiedziałam. Nagle wtrąciła się cicho siedzący przy stole Tom
- Mamo ona ma rację. Pozwól jej robić to co kocha .
- Ale potem mi nie płacz że się nie posłuchałaś - powiedziała a ja zaczęłam się zabójczo śmiać.
- Dobra idę - powiedziałam i wyszłam. Szłam koło pięknego lasu i doszłam do  domu Eleny która była na mnie obrażona. Ona nie lubiła kosza tak jak ja. Jej domek mieścił się trochę w głąb lasu. Był drewniany ale śliczny. Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyła mi jej mama.
- Ym Sara Elena nie chce cię widzieć. - powiedziała
- Na prawdę ? - zapytałam
- Tak i kazała mi przekazać to - dał mi rąk karteczkę i zamknęła drzwi. Ja ruszyłam w stronę hali rozwijając karteczkę. 


"Lili nie mogę rozumiesz ? Coraz bardziej się kłócimy, wyzywamy itp. Kazałam to 
przekazać przez mamę bo sama
nie mogę. Nie umiem już ci wybaczyć tak jak
pewnie ty mnie. Lepiej będzie jak się przestaniemy przyjaźnić
i dla ciebie i dla mnie
Trzymaj się
  
                                                                                             Elena

Zamurowało mnie. Jak ona mogła mi takiego coś napisać ? Teraz kiedy potrzebuję wsparcia. ? Zawiodłam się na niej i to okropnie. Rzuciłam karteczkę w jakiś rów i pobiegłam na halę. Mała rozgrzewka się przyda. Gdy wpadłam zobaczyłam resztę dziewczyn. Podbiegła do mnie Amy.
- Słuchaj trenerka chce odwołać trening bo odeszła Danielle. Rozumiesz ? - krzyknęła
- Co ? - zrobiłam wielkie oczy i podeszłam do trenerki. Jakimś cudem udało mi sie ją namówić na trening. Przecież po jutrze mamy mecz w Londynie z najlepszą drużyną. Musimy wygrać. Szybko pobiegłam sie przebrać w strój i wybiegłam na boisko. Miałyśmy grać 2 h. a potem wszyscy iść na imprezę. Oczywiście gdyby był tylko trening wróciła bym na to przyjęcie mamusi. Ale mi się udało wyplatać ... Zaczęłyśmy grać. Ja byłam z Amy, Nicole, Lily, Kate i Susanne. Nasz skład był chyba najlepszy. Najpierw grała 1 grupa z 2 potem 1 z nami (3) i potem 2 z nami. Pierwszy mecz 1 i 2 grupy skończył się remisem 8:8. Grałyśmy po 15 min. Nadeszła nasza kolej. Nagle po rozpoczęciu gry usłyszałam huk zamykających się drzwi. Zobaczyłam jak do sali wchodzi moja rodzicielka z jej pupilkami. To byli chłopaki z 1d. Amy zaczęła piszczeć bo ich uwielbia.
- Amy !!!!!!! Broń !!! - krzyknęłam ale do niej nic nie dochodziło. Straciłyśmy przez nią punkty. 
- Amy co ty do cholery jasnej wyprawiasz ?! - Krzyknęłam zła
- Przepraszam, ale widzisz ich. Oni tu są !! - krzyknęła zadowolona.
- Mamo chodź na stronę ! - krzyknęłam i wyszłam z hali. Za mną poszła mama.
- Co ty kurwa wyprawiasz. Wchodzisz w połowie treningu i...- zaczęłam sie wydzierać ale przerwała mi
- Amy uspokój .. - zaczęła
- Nie przerywaj mi. Ja mówię. Jak ty tak możesz ? Nie jesteś królową że możesz wszędzie wchodzić. Nie dość że przyszłaś to jeszcze z "chłopcami". Masz  stąd natychmiast wyjść ! - krzyknęłam i nie słuchałam jej dalej tylko weszłam na hale i zaczęliśmy dalej grać. Nagle obróciłam się  i zobaczyłam że ich już nie ma. Ucieszyłam się. Mecz z 1 grupą wygraliśmy 24:5. Mieli jeden tylko zaliczony osobisty. Z drugą mieliśmy większą przewagę bo 34:6. Cieszyłam się z wyniku. Zaraz po tym poszłam się przebrać i zła ruszyłam w stronę domu. Z hukiem wparowałam. Zauważyłam że pupilki i matka siedzą przy stole.
- Sara ... - zaczęła mama
- Nie odzywaj się do mnie. - rzuciłam tylko i poszłam na górę do pokoju. Zaraz miała się zaczynać impreza więc wzięłam szybki chłodny prysznic, ubrałam się, uczesałam i podmalowałam. Zeszłam na dół i krzyknęłam tylko
- Wychodzę.! - pupilki patrzyły się we mnie jak w obrazek. Ja nic sobie z tego nie robiłam i wyszłam. Zaraz miał podjechać Jackson. Mam nadzieję że będzie moim chłopakiem. Podoba mi sie, jest zabawny i umie dogodzić dziewczynie. Nagle zauważyłam że podjeżdża auto. Było ok. 17:00.  Wsiadłam i razem ruszyliśmy. Po ok. 15 min. dojechaliśmy. W klubie już było widać migające "światełka". Weszła i zaczęła się huczna balanga. Za 1,5 mis. Były moje urodzinki więc miałam nadzieję że u mnie też będzie podobnie. Nagle zadzwonił telefon.
- Halo - zapytałam
- Sara to ja Niall. Pamiętasz mnie byliśmy dzisiaj u twojej mamy. Ona się o ciebie martwi i nie wie gdzie jesteś.
- Po pierwsze "Niall" nie nie pamiętam cię bo cię nie znam po drugie rzadko ją nazywam mamą , po trzecie jak jest taka mądra to niech sama zadzwoni. Kurwa nie umie? A i jeszcze po czwarte skąd masz mój numer ?! - krzyknęłam do słuchawki
- Mam od twojej mamy. Gdzie jesteś.?
- W bezpiecznym miejscy - powiedziałam i się rozłączyłam. Ruszyłam na parkiet. Bawiliśmy się świetnie. Impreza trwała do 5 nad ranem. Nieźle zabalowałam. Ale jakoś doszłam do domu. Weszłam po cichu ale mi się to nie udało bo zakręciło mi się w głowie i upadłam. Pomógł mi Tom. 
- Dzięki bracie Kocham cię. - powiedziałam i runęłam jak kłoda na łóżko. Usnęłam. Obudziłam się ok 15:00. Wstałam ze strasznym bólem głowy i kacem. Zeszłam na dół i wypiłam całą butelkę wody, wzięłam jakieś proszki na łeb i poszłam się przebrać. Nie malowałam się i nawet za bardzo nie czesałam bo dzisiejszy dzień postanowiłam spędzić przed telewizorem. Usidłam na kanapie z popcornem i włączyłam "Kac Vegas w Bangkoku". Nagle zauważyłam że koło mnie leży jakaś karteczka. Rozwinęłam ją

Sara przepraszam że ci to mówię przez karteczkę
ale dzisiaj do nas tz. do ciebie przychodzą chłopcy 
Proszę cie nie bądź na mnie zła.
Przepraszam jeszcze raz 

                                                                                       xoxo Mama

Nie no zajebiście. Po prostu zajebiście. Ale ja postanowiłam nic nie robić tylko oglądac. Nawet nie chciało mi się ruszyć dupy. Musiałam być wypoczęta po jutro miałam ważny mecz. nagle po całym domu rozległ się odgłos dzwonka ...

__________________________________________________________________
No i mamy 1 rozdział :D
Mam nadzieję że się spodobał :3 :3
To jest tak jakby taki duży wstęp do historii :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Prolog

Może zacznę od tego że jestem idiotką. Tak to słowo dokładnie mnie opisuje. Mam na imię Sara. Mój kochany braciszek Tom gada że po jakimś tam języku to oznacza "Głupek"... Sam nim jest. Często dochodzi między nami do bójek w domu. Moja matka jest sama bo tata ją rzuciła dla młodszej która później od niego odeszła i chciał wrócić ale coś tam itp... Nienawidzę jej bo nie rozumie mojej pasji, którą jest kosz. Jestem w nim świetna. Jestem kapitanem drużyny i na razie wygrywamy. Nie długo główne zawody odbędą się w stolicy; Londynie. Moja mama jest tylko zanurzona w swojej pracy. Nie dość że ze mną w ogóle nie gada i się nie widujemy to mi jeszcze zabrania grać w kosza. Chamstwo ! Za 2 mis. kończę 18 lat i się wyprowadzam tak jak to zrobił mój drugi brat Lukas. Ona jest menadżerką jakiegoś boys-bend'u. Teraz to nawet moja najlepsza przyjaciółka mnie nie rozumie. Ciągle się kłócimy. Teraz jakoś od tygodnia się w ogóle nie odzywamy. Tylko młodszy brat Tom mnie wspiera. Zawsze się dziwie jak on daje radę. Przecież nie dość że ma własne kupę problemów to jeszcze pomaga starszej wrednej siostrze. Kocham go za to. Tak na prawdę na świecie oprócz niego i Lukasa nie mam nikogo. Teoretycznie ale w papierach mam matkę i ojca których nigdy nie ma. Ojca z wiadomych przyczyna a matki przez jej durną pracę. Kiedyś chciała mnie zapoznać z tym boys-bend'em ale ja się nie zgodziłam. Nie lubię gwiazd. Sama gram na gitarze, pianinie i basie i oczywiście śpiewam ale sama dla siebie. Nie lubię gadać komuś o moich umiejętnościach. Ale matka zawzięcie stoi przy swoim i chce abym zaczęłam śpiewać na scenie i chodzić z jakimś chłopakiem z tego boys-bend'u. Jak się widzimy (a to się zdarza rzadko) to zawsze gada o jakimś jednym. Jakoś jego imię zaczyna się na "Z" ale i tak nie pamiętam. Mówi że do siebie pasujemy ale do jasnej cholery kurwa mać ja go nie znam i niech ona się do mojego życie nie wpieprza ... Jednak ten jeden dzień zmieni całe moje życie ...